Od 8 lipca Państwowa Inspekcja Pracy wejdzie w kluczową fazę reformy, która znacząco zmienia relacje między pracodawcami a zatrudnionymi na kontraktach cywilnoprawnych i B2B. Inspektorzy zyskają możliwość wydawania decyzji prowadzących do przekształcenia pozornych umów cywilnoprawnych – w tym kontraktów B2B – w umowy o pracę. To jeden z tzw. kamieni milowych, od których realizacji uzależniona jest wypłata środków z Krajowego Planu Odbudowy.
Nowe narzędzia PIP wchodzą w życie w momencie wyraźnego wzrostu napięcia na rynku pracy. Jak informuje Główny Inspektor Pracy Marcin Stanecki, liczba skarg dotyczących kontraktów cywilnoprawnych zwiększyła się o 100 proc. rok do roku, a do maja tego roku do inspekcji wpłynęło już blisko 2 tys. zgłoszeń. Skargi dotyczą całego kraju i trafiają do wszystkich okręgów, co Stanecki określa jako „lawinę”, która wymusi priorytetowe traktowanie interwencji tam, gdzie – jak podkreśla – inspekcja jest „naprawdę potrzebna”.
Szef PIP wskazuje, że źródłem problemu są tzw. „ukryte etaty”, czyli sytuacje, w których relacja faktycznie ma cechy stosunku pracy, choć formalnie oparta jest na kontrakcie cywilnoprawnym lub B2B. Zwraca uwagę, że zatrudnieni na kontraktach często koncentrują się na krótkoterminowych korzyściach, takich jak niższe daniny publiczne i większa swoboda organizacji pracy. W praktyce oznacza to jednak ryzyko ubóstwa emerytalnego i słabszą ochronę socjalną – symboliczne zasiłki chorobowe czy niewielkie renty w razie poważnego wypadku, który może ograniczyć możliwość utrzymania siebie i rodziny.
Reforma oznacza nie tylko nowe kompetencje inspektorów, ale też wyraźne zaostrzenie sankcji. Maksymalna grzywna orzekana przez sąd za naruszenia prawa pracy wzrośnie do 60 tys. zł, a mandaty nakładane bezpośrednio podczas kontroli sięgną nawet 10 tys. zł. Stanecki relacjonuje, że wielu przedsiębiorców już dziś przeprowadza audyty swoich umów cywilnoprawnych, przygotowując się na wejście w życie przepisów. Jednocześnie zapewnia, że PIP ma być coraz sprawniejszą instytucją – trwają inwestycje w informatyzację do 2030 r., rozwijana jest też strategia zarządzania kadrami, obejmująca m.in. programy rozwojowe dla przyszłych liderów i dbałość o warunki pracy samych inspektorów.

A 45-year-old Western restaurant in Hong Kong’s Fanling district is set to close at the end of this month, after failing to absorb a steep rent increase. Yat Sizz Restaurant, a nostalgia-steeped eatery on Wo Fung Street in Luen Wo Hui, will serve its last customers on July 31, staff confirmed in local media reports. Employees said the landlord raised the rent to a level the business could no longer afford, adding the owner "might have thought the Yat Sizz name could carry it." Attempts to negotiate reportedly fell through.
Opened in the early 1980s, Yat Sizz has long been regarded as a local landmark. The restaurant has kept its original interior largely intact, featuring white walls framed by multiple arched doorways, wood floors, black wrought-iron railings and a red-brick English-style bar. The highly distinctive décor has drawn comparisons with Amigo, a high-end French restaurant in Happy Valley, earning Yat Sizz the nickname "Fanling Amigo" and a listing on the Hong Kong Tourism Board’s website.
The menu leans heavily on classic Western fare that was once a staple of old Hong Kong dining rooms: borscht, French escargots, American Angus steaks, deep-fried prawn cutlets and seafood baked under puff pastry, alongside pasta dishes such as spicy garlic prawn angel hair. In its earlier years, the restaurant attracted foreign patrons from nearby British army barracks as well as visitors from other parts of the city who sought out its retro atmosphere and traditional dishes.
News of the impending closure circulated recently on social media, triggering a wave of nostalgic comments from long-time customers who said they were saddened by the development. Many described Yat Sizz as part of the collective memory of North District residents and a defining feature of Luen Wo Hui’s streetscape. With the rent dispute unresolved and the last day of service now set, the venue is poised to become the latest long-established neighborhood business in Hong Kong to disappear, leaving regulars to remember it as a symbol of a fading era of local dining culture.